piątek, 2 grudnia 2016

Gorset

Wojtek powinien koniecznie mieć gorset. Do tej pory, do stabilizacji tułowia stosowaliśmy taką ortezę, ale to decydowanie zbyt mało:



Marzyło nam się zrobienie gorsetu we Włoszech, ale jakoś tak nie mogliśmy się zebrać do wyjazdu, postanowiłam więc poszukać rozwiązania w Polsce. Nie było to wcale takie proste. Byłam już nawet zdecydowana wyjechać co prawda nie do Włoch, ale nieco dalej od miejsca zamieszkania. I kiedy tak rozmyślałam, zastanawiałam się, rozważałam za i przeciw, prosiłam Niebiosa o pomoc, bo niesamowicie się już w tym wszystkim gubiłam, a przecież chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, nagle od poniedziałku wszystko potoczyło się w niesamowitym tempie. Poniedziałkowa wizyta u dr Agnieszki Stępień, Boski Oski i jego niesamowity gorset wykonany w... Polsce niemalże pod naszym nosem!, zupełnie przypadkowo a może był nam przeznaczony?? - wolny termin na dziś do ortotyka, który wykonywał gorset Oskara i którego - jak się okazało - bardzo polecała nam dr Stępień, jeszcze w turbo ekspresowym tempie zorganizowana na dziś wizyta u rehabilitantki, która koordynowała wykonanie tego gorsetu i po niej wizyta w Vigo w Warszawie. 






Uff, padamy od nadmiaru wrażeń i ze zmęczenia... Za miesiąc wizyta na przymiarkę. Mam nadzieję, że uda się tak, jak bardzo pragnę, żeby się udało. Że Wojtek wreszcie będzie miał gorset. Dobry gorset.

Wizyta u dr Agnieszki Stępień

W miniony poniedziałek udało nam się odbyć konsultację u dr Agnieszki Stępień w Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej Orthos. Z wizyty jak zawsze wyszliśmy z zaleconym pakietem ćwiczeń, koniecznie na kontrolę głowy, zwichnięty staw biodrowy i skrzywiony kręgosłup. I z pilnym zaleceniem wykonania gorsetu oraz wskazówkami dotyczącymi jego wykonania. No właśnie, ten potrzebny gorset, którego jeszcze nie mamy... O nim będzie kolejny wpis.




poniedziałek, 7 listopada 2016

Ważnych słów kilka

Czas pędzi a ja o blogu zapominam... Mam jednak nadzieję, że poza mną ktoś tu jeszcze zagląda i czasami zastanawia się, co u Wojtka.

Całe szczęście, mimo ponurej jesieni, Wojtek w miarę systematycznie chodzi do zerówki do szkoły. Przyznaję, to było duże wyzwanie dla mnie, gdyż bardzo przeżywałam pójście Wojtka do szkoły. W przedszkolu, mimo naszej niskiej frekwencji, było Wojtkowi bardzo dobrze i bardzo ciepło je wspominamy. I równie dobrze jest w szkole, gdzie Wojtek ma fantastyczną opiekę, ciekawe zajęcia, rehabilitację i jest bardzo dumny z tego, że już chodzi do szkoły. Dzień bez szkoły to dzień stracony, nudny i marudzący. Oby więc tak dalej.

Jesień to także okres okres księgowania 1% podatku przez Fundację Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Jak co roku serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy o Wojtusiu pamiętali i przekazali mu swój 1%. To dla nas ogromna pomoc w zapewnieniu Wojtkowi tego, czego najbardziej potrzebuje w codziennej walce z jego chorobą. Serdecznie dziękujemy za to, że z nami jesteście:)


I na koniec wiadomość najważniejsza pod słońcem: LEK NA SMA JEST NA ETAPIE REJESTRACJI!!!! I wiadomo już, że jest skuteczny we wszystkich postaciach SMA. Pisząc to, mi samej trudno uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Od momentu diagnozy przeszliśmy naprawę wiele trudnych chwil, jednak cały czas staramy się być silni. Choć zwątpienie niejednokrotnie pukało do naszych serc, zawsze chcieliśmy mieć nadzieję. I mamy ją nadal, tym bardziej, że lek ratujący życie Wojtusia naprawdę już niedługo może być dostępny. Nie wiemy jeszcze jednak, czy będzie dostępny w Polsce, czy będzie refundowany, dlatego całym sercem wspieramy akcję "Tak dla terapii na SMA w Polsce". I Was również prosimy o wsparcie tej akcji, dołączcie do nas - piszcie listy do Pani Premier, lajkujcie i udostępniajcie naszą akcję, żeby cała Polska się o niej dowiedziała. Wszyscy chorzy na Rdzeniowy Zanik Mięśni tak bardzo czekają na dostęp pierwszej na świecie terapii na SMA.

wtorek, 6 września 2016

Wpis powakacyjny

Tegoroczne wakacje, w przeciwieństwie do poprzednich, były naprawdę udane. Przede wszystkim, minęły spokojnie i bez nieprzyjemnych przygód. Mieliśmy udany wyjazd nad nasze kochane polskie morze, udało nam się dwa razy zaliczyć Centrum Nauki Kopernik, spędziliśmy miło czas u dziadków, u których, tak jak w zeszłym roku, odbyła się urodzinowa impreza Wojtka, zaliczyliśmy odpust u prababci na Podlasiu, grono najbliższej rodziny powiększyło się o małego Wiktorka. 










Końcówkę wakacji, tak jak w minionych latach, spędziliśmy na Konferencji SMA, na której m.in. udało się nam odbyć konsultację u dobrze nam już znanej dr Agniezki Stępień oraz mgr Chiary Mastelli z Włoch, która od wielu lat pracuje z dziećmi chorymi na SMA i jest niezwykle doświadczoną skarbnicą wiedzy w tym zakresie. Kolejny raz potwierdziło się, że Wojtek koniecznie musi mieć gorset, który przynajmniej na jakiś czas pomoże nam zapanować nad skoliozą. Przydałyby się też ortezy na stopy, które Wojtek nosiłby kilka godzin dziennie zamiast kapci. Przed nami, jeszcze we wrześniu, rtg kręgosłupa i dalsze plany w tym zakresie. Konferencja SMA była także okazją do spotkania dobrze nam już znanych rodzin z SMA i poznania nowych - to też bardzo ważny element corocznej konferencji. Jest nas coraz więcej a dzięki temu - mimo nieustających przeszkód i trudności - o wiele łatwiej je pokonywać.

Nowy rok szkolny rozpoczęliśmy w zerówce, ale już w szkole, którą Wojtek od razu polubił:


Niestety, już na samym początku Wojtka i mnie dopadła jakaś infekcja, tak więc leczymy się oboje i mamy nadzieję, że szybko wrócimy do szkolnego życia.

Dziś natomiast odbyliśmy wizytę u dr Jędrzejowskiej, genetyk, u której pojawiamy się co kilka miesięcy. Pani doktor również potwierdziła konieczność zajęcia się skoliozą Wojtka, ale jest również dobra wiadomość z tej wizyty - pani doktor zwróciła również uwagę na zdecydowanie ładniejszą klatkę piersiową i mostek. Jest to z całą pewnością efekt wentylacji nieinwazyjnej, którą Wojtek ma od kilku miesięcy, wspomaganej oczywiście ćwiczeniami oddechowymi.

Jak zatem widać, moja rzadka obecność na blogu nie jest spowodowana nudą i monotonią, wprost przeciwnie - dzieje się naprawdę dużo, a nieubłaganie uciekający czas i wieczny jego brak sprawiają, że wpisów jest tak mało.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Sześciolatek

Słoneczko nasze najdroższe, w tym wyjątkowym dniu TWOICH SZÓSTYCH URODZIN życzymy Ci dużo zdrowia, radości, uśmiechu, prawdziwych przyjaciół i dobrych ludzi wokół Ciebie. Życzymy Ci, aby spełniło się Twoje wielkie marzenie - żebyś mógł chodzić. I wcale nie dlatego, że wówczas - jak sam mówisz - byłbyś fajniejszy - bo i tak jesteś najfajniejszym synkiem na świecie, tylko dlatego, żebyś mógł poczuć to, czego tak bardzo pragniesz i czego my pragniemy razem z Tobą. Wieści ze świata są bardzo optymistyczne, mocno zatem wierzymy, że już niedługo zarówno Ty, jak i wszyscy inni zmagający sie z Potworem zwanym SMA, będą mogli jeszcze dzielniej stawić mu czoła.

Z wielką radością i dumą informuję, że nasz kochany Wojtuś skończył dziś 6 lat! W związku z tym, że jest niedziela, udało nam sie spędzić ten dzień tak, jak już niejednokrotnie planowaliśmy, jednak zawsze coś stało nam na przeszkodzie. Tym razem się udało:)













wtorek, 14 czerwca 2016

Już bez gipsu

Nawet nie wiem, kiedy minęły ostatnie tygodnie. Nie należały do najłatwiejszych, ale najważniejsze, że minęły szybko. Tydzień temu Wojtuś miał wyjęty drut a dziś zdjęto mu gips. Zdjęcie rtg potwierdziło, że kość jest prosta i ładnie się zrosła. Jeszcze przez najbliższe dni ręka ma być podparta na lekkim temblaku, ale Wojtuś może już ostrożnie zacząć nią ruszać, mamy ją rozmasowywać, bo przykurzyła się w łokciu, nadgarstek też jeszcze jest ułożony tak jak w gipsie... Musimy też być bardzo ostrożni, żeby nie uległa kolejnemu urazowi... Wiemy, że nie będzie to łatwe, ale mamy jednak nadzieję, że pomału, ale z każdym dniem ręka będzie coraz sprawniejsza.

Dziś też odebraliśmy już kolejne ortezy, z których wyrósł Patryk. Rodzinko Patryka, bardzo nam miło, że pamiętasz o Wojtku:)





środa, 18 maja 2016

Po operacji

Niestety, kość uległa wtórnemu przemieszczeniu, dlatego w poniedziałek musiała być nastawiana operacyjnie. Wczoraj wyszliśmy do domu.

Przed nami ciężkie tygodnie. Ciężkie dla Wojtusia noce, bo nie bardzo można sie przekręcić. Trochę marudzi, ale pewnie sie przyzwyczai. Musimy byc bardzo ostrożni i delikatni przy przenoszeniu, czynnosciach pielnęgnacyjnych, sadzaniu itd. Ale jakoś to przetrwamy. Byle tylko dobrze się zrosło.